Posted by: Jarek on: wrzesień 1, 2008
Często siadamy z dziewczyną przed TV, przeskakujemy pomiędzy czterema kanałami muzycznymi, które mam w pakiecie, i wysłuchujemy co się w świecie muzyki so-called popularnej dzieje. I tak czasami natrafiamy na ciekawostki, które zupełnie nie pasują do sloganu muzyki “debilnej, nieciekawej i wtórnej”…
No dobra, z tym, że nie są wtórne, to się zapędziłem…
Tak czy siak, przystępuję do prezentowania szanownym czytelnikom perełek, które od czasu do czasu można usłyszeć w środku dnia na MTV, Vivie, albo 4fun (o VH1 nie mówię, bo tam ciekawostki zdarzają się całkiem często, ale nieczęsto mają coś wspólnego ze współczesną pop).
Na dzisiaj czarne r’n'b łatwe do ustrzelenia w MTV, a na dodatek z Kanye Westem!
Estelle feat. Kanye West – American Boy
Przypomina mi to trochę starą wokalistkę Morcheeby. Co ciekawe, zdecydowanie nie ma tu wyeksponowanych cycków i murzyńskich tyłków.
Enjoy!
Posted by: Jarek on: sierpień 31, 2008
Zgodnie z inicjatywą zaczerpniętą na blogday.org, Dzień Blogu przypada na 31 sierpnia. Tego dnia każdy blogger ma za zadanie napisać wpis a w nim opisać 5 jego zdaniem najciekawszych blogów, które czytuje. Jednak niewielu polskich bloggerów zna i praktykuje ten zwyczaj.
Źródło, sam dowiedziałem się z Kolorowych Zeszytów.
Do inicjatywy, o której dowiedziałem się z opóźnieniem (dopiero dzisiaj po 22.), przyłączam się i ja. Wymienię tylko trzy blogi – te, które faktycznie są dla mnie w jakiś sposób ważne. Czytam ich o wiele więcej, ale te przychodzą mi do głowy jako najlepsze i najbardziej profesjonalne
***
miejsce 3: archeowiesci.wordpress.com
Dawniej na blox.pl. Informacje ze świata archeologii. Dziecięce marzenia jakoś poprzez niego realizuję. Zawsze chciałem być Indianą Jonesem…
miejsce 2: wo.blox.pl
Dopiero niedawno się do niego przekonałem.
Blog Wojciecha Orlińskiego, który pisze o kulturze, polityce, sprawach społecznych itd.
Prawie zawsze w dobrym stylu.
miejsce 1 – najulubieńszy blog Jarka: motywdrogi.pl
Trafiłem na niego jakimś zupełnym przypadkiem, a do zostania jego stałym gościem skłoniło mnie wyzywające zdjęcie Megan Fox z Transformersów.
Sporo dodawanych z niezłą częstotliwością notek o komiksach “i innych duperelach”, czyli o konsolach, filmach, muzyce itp. Do tego cotygodniowa “niedziela”, czyli zbiór newsów, ciekawostek i anegdotek z kończącego się tygodnia.
A sam przygotowuję kolejny tajemniczy projekt blogowy. Moich odwiecznych dyskusyjnych adwersarzy, którzy narzekają, że rozgrzebuję bloga za blogiem i do żadnego nie mam dość zapału, serdecznie pozdrawiam!
Posted by: Jarek on: sierpień 30, 2008
Przede wszystkim dlatego, że mają zwyczaj ciągnąć się w nieskończoność. Wolałbym doczekać zakończenia zanim znudzę się i dam sobie spokój z oglądaniem.
Dotychczas zrobiłem dwa wyjątki.
Jeden, o którym już pisałem, to <Sex and the City>. Wygląda na to, że TVN zdjął go z ramówki, żeby zmieścić <Twarzą w Twarz>. Bez komentarza. Załamka. Koniec niedzielnego rytuału. Już nie potrzebuję telewizji.
Drugi to Californication:
Hank Moody to pisarz w kryzysie – jego związek się rozpadł, a na dodatek dopadła go pisarska zawiecha. Jest błyskotliwy, inteligentny i ma przerażający dar do kobiet. No i wiadomo – dwanaście odcinków wypełnionych seksualną finezją, gorzko cynicznymi monologami i tarciami między dwójką głównych bohaterów – Hankiem i jego ex. Biedaczyna dopiero po rozstaniu odkrywa, co stracił, ale nie rezygnuje i stara się to odzyskać.
<Californication> ma wady – niektóre wątki są nieskładne i mało przekonujące. Ale wszystko inne jest na swoim miejscu. Emocje, czarny humor i bezkompromisowy główny bohater, którego blogowe wypowiedzi (tak, w kryzysie prowadzi nawet bloga!) przypominają trochę stylem łagodniejszego Thompsona. Kolejne aluzje do Huntera: tytuł jednego z odcinków (<Fear and Loathing in L.A.>) i bezpośrednie nawiązania w dialogach (bohater porównuje siebie i swojego agenta do Duke’a i Gonza)*. Raz nawet Moody przywołuje tytuł pierwszego filmu o Ilsie!
Sezon pierwszy kończy się książkowym przeskokiem rekina, z jednoczesnym pozostawieniem reszty wątków do kontynuacji w kolejnych odcinkach. Stąd ciąg dalszy zapowiada się marnie, ale może jednak znów będzie dobrze? To się okaże. A tymczasem polecam niedorobione, ale strasznie poruszające <Californication>. Podobno niedługo ma być też w polskiej TV. O ile jakieś chamy nie zdejmą go dla Małaszyńskiego i jego rudowłosej koleżanki…
*- więcej o Hunterze S. Thompsonie w tej notce.
Posted by: Jarek on: sierpień 29, 2008
Ani nie przestałem pisać. Ani słuchać, oglądać i czytać. Cały czas wystawiam receptory na popkulturę. Tylko priorytety się pozmieniały, ale tego bloga nie mam zamiaru porzucać. Miejcie się więc na baczności!
A tymczasem, Arctic Monkeys mają zamiar znowu wejśc do studia i nagrać nowego longplaya. Co ciekawe, jego producentem będzie Josh Homme. Figura nie byle jaka. Lider Queens of the Stone Age, który na koncertach wycina na tyle skomplikowane kawałki, że musi zupełnie olewać widownię; świetny gitarzysta, który pojawiał się na sesjach UNKLE i paru innych dziwaków. Słowem – są podstawy, żeby oczekiwać wiele.
Posted by: Jarek on: sierpień 14, 2008
Dobrze wiesz, że pierwowzorem Raoula Duke’a był sam Thompson – publicysta wszech czasów, bóstwo gonzo style, ćpun i wiecznie nietrzeźwy mistrz pióra. Najwrażliwszy pomyleniec tego świata, który parę lat temu strzelił sobie w łeb.
Wsiadasz z nim do Krwawego Rekina i prujecie przez pustynię do miasta neonów i używek, aby szukać “amerykańskiego snu”. Zanurzacie się w lęku i odrazie – nieodłącznych składnikach bezkompromisowej wycieczki w głąb narkotykowych doznań – symbolu Vegas.
Thompson nie rozpisuje się o dragach w superlatywach, ani nie popada w moralizatorstwo. Dla niego haj i zwała to jak wieczór i poranek – normalna kolej rzeczy. Jego poza wcale nie wydaje się sztuczna. W tym całym szaleństwie jest prawdziwy. Nie szczędzi gorzkich prawd o Stanach na przełomie epoki hipisów i ponurych lat siedemdziesiątych. Czasami przytacza zwykłe fakty, fragmenty artykułów z gazet. Zestawiając kilka krótkich depesz i wycinków pokazuje rzeczywistość w najokrutniejszym, najprawdziwszym obliczu. Nie musi nawet dopisywać komentarza.
Ten twardziel, który przez całą książkę pokazuje, jak bardzo jest przetwardy, gdzieś pomiędzy wierszami roni łzę nad umierającymi ideałami.
-Fear and Loathing in Las Vegas/Lęk i odraza w Las Vegas, 1971(US)/2008(PL)
Posted by: Jarek on: sierpień 11, 2008
- Nieudane samobójstwo, którym kończy się pierwsza odsłona <Na szybko spisane>, definitywnie zamyka dziecięcy okres życia głównego bohatera. “Pewien introwertyczny człowieczek”, czyli bezimienny protagonista pseudobiograficznej sagi Śledzia, wchodzi w wiek dorastania nie tylko na przełomie dekad, ale i epok. Nagle wszystko wokół się zmienia, a on nie jest w stanie tego ogarnąć. Z niewiadomych przyczyn w miejsce starych “baz” pojawiają się kolorowe, plastikowe kioski, a dzieciaki z placów zabaw i boisk przenoszą się pod brudne klatki schodowe. Na drodze do dorosłości jednak są jeszcze trzy kluczowe stacje: pierwszy seks, pierwsza pasja, pierwsza impreza.
Moja krytyczna rozmowa z Maćkiem Reputakowskim o drugiej części <Na szybko spisane> Śledzia. Zapraszam.
Posted by: Jarek on: sierpień 7, 2008
Nie byłem jeszcze na <Mrocznym Rycerzu>. Czekam na oficjalną premierę, pójdę jak medialna wrzawa trochę opadnie, flejmy pod recenzjami się wypalą i będzie można w spokoju, na chłodno, dorzucić swoje trzy grosze.
Tymczasem zaserwowałem sobie seans utrzymanego w stylistyce anime sześcioodcinkowego serialu <Batman: Gotham Knight>, który w założeniu ma wypełniać lukę fabularną pomiędzy <Batman Begins>, a <The Dark Knight>. Scenariusz każdego dwunastominutowego epizodu napisał kto inny, między innymi Greg Rucka i Brian Azzarello. Również graficznie poszczególne odcinki prezentują się inaczej, chociaż ich wspólnym mianownikiem jest japońska kreska i bardzo posępna kolorystyka. Czytaj resztę wpisu »
Posted by: Jarek on: sierpień 2, 2008
Dopiero co byłem w stolicy i czułem, jak Muzeum Powstania Warszawskiego, ratusz i lokalne media robią wszystko, żeby mieszkańcy Warszawy nie zapomnieli o czterdziestym czwartym.
Jednak nie do wszystkich trafiają suche historycznych mądrości. Czasami trzeba mówić językiem bardziej nośnym.
Z jednej strony mamy coroczne konkursy na komiks o tematyce powstańczej, organizowane przez Muzeum Powstania, z drugiej muzyczne szlagiery, których co roku w okolicach sierpnia wykwitają całe pęczki. Jako że mało kto jest w stanie powtórzyć sukces Lao Che i zrobić ambitne i konkretne słuchowisko, które na długo pozostaje w pamięci, owe szlagiery miewają różny poziom.
Ale nie każdy musi rozumieć Soykę i Spiętego, więc niech sobie słucha jakiejś prostej pioseneczki czy rapowanki, ale niech dzięki temu pamięta.
WWO & Kapela Czerniakowska – Pierwszy sierpnia
Lao Che – Stare Miasto (fragment albumu <Powstanie Warszawskie>)
Posted by: Jarek on: lipiec 5, 2008
Epoka Matrixa minęła, ale zapotrzebowanie na efekciarskie kino akcji nie znikło. Czytaj resztę wpisu »
Posted by: Jarek on: lipiec 2, 2008
Rewelacyjne Iron Man i The Incredible Hulk mają szansę odczarować filmowe adaptacje komiksów superbohaterskich. Dzięki zdecydowanym, kompletnym scenariuszom i rzetelnej realizacji Marvel pokazał, że z jego serii da się wyciągnąć mocny ekstrakt.
Nowa odsłona Hulka pokazała, że Człowiek z żelaza nie był tylko <wypadkiem przy pracy>. Że kolejne zaplanowane filmy mają szansę być równie dobre. Że zobaczymy w nich coś więcej niż tylko przeciągające się w nieskończoność sceny akcji. Że starczy w nich miejsca na sensownie skreśloną fabułę i pełnowymiarowych bohaterów.
Na pewno nikt nie okrzyknie tych produkcji genialnymi, nie nominuje ich do żadnej nagrody wręczanej za sukces artystyczny. Ale z pewnością będą często zasłużenie trafiać na szczyty box office.
W planach są już Avengers, Captain America, oraz sequel Iron Mana. Na pierwszy z nich trzeba będzie jeszcze niestety poczekać co najmniej dwa lata.
Sam życzę Marvelowi powodzenia na nowej drodze życia. Bez kompniaka na szczęście.