Posted by: Jarek on: marzec 19, 2008
Brytyjczycy byli rozczarowani po obejrzeniu najnowszego filmu Burtona. Złożyli skargi do urzędu, że reklamowano go jako horror, a w rzeczywistości okazał się musicalem.
Ja byłem bardziej zorientowani niż Brytyjczycy, więc poszedłem na ten film oczekując groteskowego danse macabre i nie zawiodłem się. Pomimo niemrawego początku film rozkręca się i przemienia w symfonię brudnych ulic, krwistych chlustów i bladych twarzy londyńskich proli.
Mój redakcyjny kolega napisał:
“A kiedy przelewana jest krew, to jest tak ślicznie przelewana, że aż człowiekowi perwersyjnie miło” – Hubert ‘Saise’ Spala
To zdanie idealnie obrazuje konwencję, w której Burton zatraca się wraz z dwójką świetnych aktorów – Deppem i Bonham Carter. A na doczepkę z nimi i ja. Film był dla mnie czymś świetnym. Nie pozbawionym błędów (pomyłką numer jeden jest obsadzenie drewnianego Jamie Campbell Bowera), ale niesamowicie nastrojowym i wciągającym.
Natychmiastowe jest skojarzenie tego musicalu z teatralną tragedią – bohaterowie są tak naprawdę z góry skazani na moralną porażkę, choć do końca sami o tym nie wiedzą. Przekonają się o tym dopiero wtedy, kiedy ostra brzytwa Todda rozsmakuje się w krwi na dobre. A widz siedzi w fotelu jeszcze przez parę chwil po seansie, żeby ochłonąć.
Polecam tylko widzom świadomym. I jeśli chcecie zabrać na to dziewczynę, to lepiej zorientujcie się, jak reagowała na inne filmy w tym stylu.