Posted by: Jarek on: Marzec 24, 2008
Nie oszukujmy się – seks i przemoc to elementy, dzięki którym nawet tani i beznadziejnie zrobiony film się sprzeda. Co byśmy ze sobą nie robili, jakich terapii nie stosowali – instynkty wciąż będą w nas, facetach (ale podobno nie tylko), obecne.
Ja również nie wciskam kitu: erotyka w filmach mnie w pewien sposób przyciąga. Świadomie lub nie, mniej lub bardziej skutecznie, ale na pewno przyciąga moją uwagę. Tak było, jest i będzie.
Filmy exploitation są tanie i cholernie kiczowate, ale epatują tym, co w głównonurtowych filmach dozowane jest nieco bardziej oszczędnie (choć nie zawsze): przemocą, obrzydliwościami i seksem (nie tylko tym hetero). Nierzadko autorzy zrywają zupełnie z poprawnością polityczną. Dla twórców tej kategorii nie istnieją tabu. Taka ideologia, w połączeniu z niskimi budżetami, nierzadko amatorskim i drewnianym aktorstwem, daje wyjątkowo ciekawe efekty.
“Ilsa – She Wolf of the SS” z ‘75 należy do podgatunku nazi exploitation.
Tytułowa bohaterka jest naczelnikiem niemieckiego obozu dla jeńców wojennych, w którym przeprowadza tajne eksperymenty medyczne. Poza szukaniem lekarstw na dręczące niemieckich żołnierzy choroby, Ilsa próbuje udowodnić swoją teorię o wyższości kobiet nad mężczyznami. Jednocześnie poszukuje wśród więźniów kochanka, który wreszcie zaspokoi jej wygórowane żądze.
Fabuła toczy się spokojnym tempem przetykana obficie brutalną przemocą i scenami erotycznymi w różnych konfiguracjach. Te pierwsze są prawdziwie obleśne. Te drugie całkiem łagodne, za wyjątkiem jednej. Dzięki temu “Ilsę” obejrzeć może prawie każdy, kto nie zwymiotował z wrażenia po seansie “Pasji”. Krwi jest w sumie mniej więcej tyle samo, co u Gibsona.
Tutaj aktorstwo nie jest aż tak drewniane jak choćby w “Martwym Źle”. Również reżyseria stoi na przyzwoitym poziomie. Ten film jest po prostu do wytrzymania również dla widza, który nie przepada za bezgraniczną tandetą.
Prawdopodobnie tym filmem inspirował się Rob Zombie zabierając się za “Werewolf Women of the SS”, które mamy na ekranach naszych kin gościć całkiem niedługo.
Na jednym filmie o złotowłosej bohaterce się nie skończyło. Dyanne Thorne wcieliła się w zbliżoną postać w kilku kolejnych filmach cyklu, które nie nawiązują fabularnie do jedynki:
Przy “Wicked Warden” zmienił się reżyser. Został nim nie kto inny jak Jesus Franco (pisał o nim cokolwiek mój kolega tutaj). Ciekawe jakie skutki przyniosło to serii. Nie omieszkam sprawdzić już niedługo.
Przygotujcie się na mocniejszą dawkę tekstów o kinie exploitation – powinny one na stałe zagościć na łamach tego bloga.
[...] nieciekawej tandety. Ale dla tego filmu zdecydowałem się zrobić wyjątek. Ostatnio o nim wspominałem reklamując całą serię, ale teraz muszę ostrzec moich ukochanych czytelników: “Ilsa, [...]
Marzec 26, 2008 @ 4:08 pm
Film mi znany, jednak nie w całości. Myślę, że ciekawym okiem będę spoglądał na exploitation reviews, szczególnie, że z Twojej inspiracji postanowiłem i ja opisać moje impresje z oglądania innego Złego Filmu ;). Dodatkowo, wydaje mi się, że tym, co przyciąga współczesnych widzów do tego rodzaju filmów to raczej otoczka starocia i enfant terrible światowego przemysłu filmowego niż sama tematyka seksu, przemocy or whatever ; ).