Posted by: Jarek on: kwiecień 1, 2008
Ma na imię Juno. Jest szesnastolatką, której zdarzyło się “wpaść”. Do tego ma rozbrajający akcent i rozwalające teksty. Po niej nie ma już nawet czego zamiatać pod dywan – nikt nie da jej rady. A gra ją nie kto inny, jak dwudziestoletnia Ellen Page. Nie wyobrażam sobie, co musiała zrobić Marion Cotillard, żeby wyprzedzić ją w wyścigu po Oscara dla najlepszej aktorki. Aż chyba obejrzę “Niczego nie żałuję” żeby się przekonać.
Juno to bezsprzecznie najlepsza komedia, jaką widziałem, choć nie wywołuje nieokiełznanych salw śmiechu. To raczej film z kategorii tych, podczas których można się pouśmiechać, zapałać sympatią do głównej bohaterki i krzyknąć “łał, jak fajnie że Amerykanie wymyślili happy end“.
I nie obyło się bez egzystencjalnych mądrości, które jednak w nastrojowej, przyjaznej i ciepłej atmosferze są strawne dla każdego.
Oscar za scenariusz zasłużony. Dialogi rozbrajają, a cała fabuła jest szyta na miarę. Bohaterowie błyszczą oryginalnością i realizmem – Juno jest inna niż wszyscy, jej gach-nie-gach jest uroczym niepozbierańcem, a najlepsza kumpela głównej bohaterki to sztuczna cizia o gołębim sercu.
Serdecznie polecam!
Film jest boski! Dobrze, że wpadłeś na to, żeby go obejrzeć :) A Juno jako osoba jest cudowna… i ta jej rozmowa z macochą.
Zgadzam się całkowicie, ja zakochałam sie w tym filmie od pierwszego spojrzenia. Teksty Juno są świetne i mówi je w taki śmieszny sposób :)
[...] prostu “samochodem”. Ta dziewczyna przechodzi przez każdą scenę jak huragan, o czym pisał na swoim blogu Bekon. Jest pełna energii, ma specyficzne poczucie humoru i nie sili się na oryginalność – ona jest [...]
kwiecień 2, 2008 @ 3:56 pm
Po pierwsze, ukradleś mi temat na następną notkę.
Po drugie, naprawdę ukradleś, bo calkowicie się zgadzam z Twoją recenzją:)
Po trzecie, “Juno” to jeden z tych filmów, które obejrzę jeszcze raz, ale już w kinie.