Posted by: Jarek on: lipiec 5, 2008
Epoka Matrixa minęła, ale zapotrzebowanie na efekciarskie kino akcji nie znikło.
Twórcy Wanted (reż. Timur Bekmambetov) najprawdopodobniej próbowali wypełnić lukę po filmie Wachowskich. Wymyślili w tym celu nową teorię spiskową, która ma niewiele wspólnego z komiksem-pierwowzorem, zaangażowali bożyszcze tłumów – Angelinę Jolie, połowę ujęć podrasowali na komputerach i miało być czadowo. Ale nie było.
Wanted to film słaby. Jedyną jego zaletą są zwroty akcji, które faktycznie są jednak dość zaskakujące. Chociaż w sumie widz powinien domyślić się, że po historii o klanie tkaczy-zabójców, którzy likwidują osoby wskazane przez magiczne krosno przeznaczenia jako przyszłych przestępców, można spodziewać się najmniej spodziewanego.
Tytuł ma się nijak do treści. Pochwałka należy się za ostrą, gitarową muzykę zaserwowaną przez Danny’ego Elfmana, autora mojego ulubionego Sleepy Hollow OST. Aktorstwo utrzymuje się na poziomie, którego można się było spodziewać. Freeman operuje swoimi standardowymi minami podstarzałego bibliotekarza. James McAvoy całkiem fajnie przechodzi transformację od nieudacznika do pangalaktycznego wymiatacza. Jolie niewiele mówi, ale ma dobry body language i w jednej sekwencji widać jej goły tyłek.
Matrix miał klimat i te swoje intertekstualne smaczki. Na dodatek był oryginalny, efekty specjalne były bardziej przemyślane, a drewniana obsada aż tak nie wadziła; wytworzył wokół siebie wciągającą mitologię, serwował jakieś ogólne przesłanie, a sekwencje akcji były absolutnie przepyszne. Wanted nie ma żadnego z tych składników. Zamiast nich jest słaby żart i Angelina. Która, nawiasem mówiąc, ma obwisłą skórę na rękach, za wielkie usta i kwadratową twarz. I w ogóle mi się nie podoba.
Lepiej obejrzeć sobie jeszcze raz trylogię Wachowskich, a Wanted sobie zwyczajnie podarować.
lipiec 6, 2008 @ 1:11 pm
Od kiedy Matrix byl w czymkolwiek oryginalny?