Posted by: Jarek on: Sierpień 14, 2008
Dobrze wiesz, że pierwowzorem Raoula Duke’a był sam Thompson – publicysta wszech czasów, bóstwo gonzo style, ćpun i wiecznie nietrzeźwy mistrz pióra. Najwrażliwszy pomyleniec tego świata, który parę lat temu strzelił sobie w łeb.
Wsiadasz z nim do Krwawego Rekina i prujecie przez pustynię do miasta neonów i używek, aby szukać “amerykańskiego snu”. Zanurzacie się w lęku i odrazie – nieodłącznych składnikach bezkompromisowej wycieczki w głąb narkotykowych doznań – symbolu Vegas.
Thompson nie rozpisuje się o dragach w superlatywach, ani nie popada w moralizatorstwo. Dla niego haj i zwała to jak wieczór i poranek – normalna kolej rzeczy. Jego poza wcale nie wydaje się sztuczna. W tym całym szaleństwie jest prawdziwy. Nie szczędzi gorzkich prawd o Stanach na przełomie epoki hipisów i ponurych lat siedemdziesiątych. Czasami przytacza zwykłe fakty, fragmenty artykułów z gazet. Zestawiając kilka krótkich depesz i wycinków pokazuje rzeczywistość w najokrutniejszym, najprawdziwszym obliczu. Nie musi nawet dopisywać komentarza.
Ten twardziel, który przez całą książkę pokazuje, jak bardzo jest przetwardy, gdzieś pomiędzy wierszami roni łzę nad umierającymi ideałami.
-Fear and Loathing in Las Vegas/Lęk i odraza w Las Vegas, 1971(US)/2008(PL)
Sierpień 17, 2008 @ 4:31 pm
Pan Thopmson ładnie skończył: z 47 metrowej wieży wystrzelono rakietę z jego prochami. Oczywiście, rakieta miała kształt pięści trzymającej kaktusa. Wszystko przy dźwiękach “Mr Tambourine Man” Dylana.
Zastanawiam się, jak to przebić na własnym pogrzebie…
A propos journalism: gdzie mój tekst?